•  

Autor Wątek: Kwiecień 2007 dla The Dose Magazine  (Przeczytany 1151 razy)

Offline Ankh

  • Forumowa Mama
  • Mad Girl
  • The Bloody Crumpet
  • ****
  • Wiadomości: 5207
  • Type B Negative
    • blog
Kwiecień 2007 dla The Dose Magazine
« dnia: 25 Lis 2011, 14:29:37 »
Właśnie znalazłam bardzo fajny, starszy wywiad z Emilie dla internetowego magazynu The Dose.

EA opowiada w nim m.in o Liar/Dead Is The New Alive EP, Laced/Unlaced, inspiracjach stylem Gothic Lolita i japońskimi muzykami, związkach między Gloomy Sunday i The Art Of Suicide...Jednym słowem, sporo ciekawych rzeczy.

Zachęcam do lektury!

~link do wywiadu~

Przetłumaczone fragmenty:
THE DOSE: Zrezygnowałaś z bycia niezależnym muzykiem i podpisałaś umowę z Trisol, by wydać swój debiutancki album "Opheliac". Poprzednio mówiłaś dużo o byciu niezależną, co zatem sprawiło, że zmieniłaś zdanie? Czym skusiła cię wytwórnia i co mówi na temat twoich albumów, które wciąż można ściągnąć za darmo?
EMILIE: Tak naprawdę z niczego nie zrezygnowałam. Wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że Trisol, to nie tylko niezależna wytwórnia. To ostatnia niezależna wytwórnia, która przestrzega etyki indie, która od początku była dla mnie bardzo ważna. Mam na myśli oczywiście takie rzeczy, jak artystyczna wolność, niewtrącanie się w muzykę i ustawianie artysty na pierwszym miejscu oraz wreszcie pozwalanie artyście na kierowanie własną karierą o co właśnie zawsze walczyłam. Ludzie myślą też, że dostałam od Trisolu ogromną sumę pieniędzy, czyli że się "sprzedałam", i tak dalej. Tak naprawdę nie było żadnych pieniędzy, nie była to zwykła umowa "o płytę", tylko raczej umowa licencyjna, taka która łączy partnerów ale nie oznacza, że ktoś inny posiada czyjąś własność. Nie ma żadnej różnicy w tym co robię, czy też w muzyce, która tworzę. Jedyna różnica polega na tym, że ludzie mogą teraz zakupić moje płyty w wielu sklepach na całym świecie. Nie sądzę, by było to sprzeczne z czymkolwiek co wcześniej mówiłam lub o co walczyłam tak długo, jak zachowuję wszystkie prawa do swojej pracy, swoja wytwórnie "Traitor Records" oraz poprzednie płyty (bo tak naprawdę "Opheliac" nie jest moim debiutem, działam już od jakiegoś czasu). Co do albumów, które można  było ściągnąć w przeszłości, są wciąż dostępne tam, gdzie je wrzuciłam 4 lata temu.

THE DOSE: Czy mogłabyś dokonać krótkiej prezentacji siebie i swojej historii dla tych czytelników, którzy poznali cię dopiero dzięki najnowszemu EP?

EMILIE: Spróbuję? Zadebiutowałam w wieku 17 lat płytą z klasycznymi utworami skrzypcowymi. Potem wydałam pierwsze wokalne EP z kilkoma piosenkami, które znalazły się potem na albumie "Enchant". "Enchant" był moim prawdziwym debiutem jako wokalistka, jeśli nie liczyć śpiewania w chórkach Courtney Love. Byłam w jednej z moich maniakalnych faz: "patrzcie na mnie, mogę tworzyć tyle różnych rzeczy i mam gdzieś czy to załapiecie czy nie" i to było super. Potem wypuściłam kilka singli między trasami i przeżyłam wiele różnych rzeczy...takich, że nigdy nie przyszłoby mi do głowy, ze kiedyś będę musiała się z nimi zmierzyć. W rezultacie powstał mój obecny album, "Opheliac".

Nagrałam "Opheliac" na strychu wyłącznie dla siebie samej. Nie wiedziałam zupełnie, czy ktoś będzie tego słuchał, gdy już ukaże się na rynku, i szczerze mówiąc, nie dbałam o to. Musiałam go nagrać i go nagrałam - tak właśnie postępują artyści. Prawdę mówiąc, popularność, jaką zyskał, szczególnie w Europie mnie zszokowała. Oczywiście doceniam to, ale w ogóle się tego nie spodziewałam. Ten sukces skłonił mnie do nagrania EP związanej z płytą, która zawiera nagrania na żywo, b-side?y i mnóstwo fantastycznych remiksów wykonanych przez ASP, Brendona Smalla z Metalocalypse, Angelspit, Velvet Acid Chris, Dope Stars Inc., i Spiritual Front. Tuż po wydaniu tej EPki, co miało miejsce w styczniu 2007 roku, zdałam sobie sprawę, że oto właśnie mam jechać na trasę koncertową i występować na scenach na całym świecie głównie w roli piosenkarki (chociaż z dodatkiem skrzypiec i klawesynu) a naprawdę chciałabym pokazać, co umiem zrobić ze smyczkiem i że mam tylko dwa miesiące, by stało się to możliwe. I tak oto powstał mój najnowszy album, podwójne wydanie "Laced/Unlaced" w twardej oprawie, w połowie klasyczny, w połowie violinindustrialny, w całości wypełniony skrzypcowym szaleństwem.

THE DOSE: Jak to się stało, że z wróżki zmieniłaś się w bardziej agresywną femme fatale? Jak twoi fani zareagowali na to?
EMILIE: Sądzę, że moi starsi fani, śledzący od jakiegoś czasu mój rozwój artystyczny widzą, że to nie jest żaden przełom. Raczej stopniowa ewolucja od młodej dziewczyny, rozpaczliwie próbującej poprzez muzykę znaleźć nadzieję i piękno na tym świecie do młodej kobiety, która przeżyła piekło i już dłużej temu nie zaprzecza. Tworzę muzykę dla siebie i robię to, by przeżyć. Opheliac to projekt, od którego zależało moje życie. Jestem żadna krwi. Nie mogę udawać kogoś innego, niż jestem a już na pewno nie będę fałszować historii swojego życia po to, by ktoś mógł się dzięki temu poczuć lepiej. Tak jak skrzydła wróżki były metaforą tego, kim byłam, Opheliac jest metafora tego, kim jestem teraz. Wciąż mam skrzydła ale teraz są to małe, zakrwawione skrzydła świeżo zmartwychwstałego anioła. Nie można tak odwiedzać sobie domów wariatów i pozostać niezmienionym. Po prostu nie można.

THE DOSE: Na twoim mini albumie Liar/Dead Is The New Alive znalazło się kilka remiksów wykonanych m.in. przez  ASP, Angelspit, Velvet Acid Christ i Dope Stars Inc. Jak poznałaś te zespoły, wybrałaś je sama?
EMILIE: Najczęściej są to bliscy przyjaciele lub koledzy z wytwórni; inni to młode zespoły, które podziwiam i chciałam zaprezentować, np. Angelspit. Są fantastyczni i zrobili świetną robotę. Naprawdę, jestem bardzo dumna z pracy, którą wszyscy włożyli w ten projekt.

THE DOSE: Właśnie wydałaś podwójny album Laced/Unlaced, zawierający wyłącznie skrzypcowe utwory. Powiedz nam, jak do tego doszło?
EMILIE: Tak, jak wspomniałam wcześniej, była to decyzja podjęta w mgnieniu oka... Wiedziałam, że chcę zrobić album, na którym pokażę mój rozwój od klasycznej skrzypaczki do metalu, spojrzałam w swój terminarz i stwierdziłam: "ok, mogę albo zebrać moje stare, klasyczne nagrania - wśród których było wiele wcześniej niepublikowanych - oraz skomponować i nagrać drugi dysk z materiałem w stylu violin industrial zanim pojadę w trasę,  albo nie będę mogła tego zrobić przez dłuższy czas", ponieważ mój czas bardzo szybko się zapełniał i była to decyzja "teraz albo nigdy".
Oczywiście, musiałam zrobić tez coś specjalnego, pokazać kawałek świata, w którym ta muzyka powstała i w którym ja żyję. Tak więc weszliśmy do Asylum z aparatami i zrobiliśmy zdjęcia do książeczki dołączonej do płyty, na których były zdjęcia z wnętrza Asylum, nuty z albumu, rysunki pijawek i tak dalej. Chciałam, żeby ludzie mogli wejść do środka i przeżywać album razem ze mną, zarówno stare jak i nowe nagrania. Myślę, że jestem to winna instrumentowi, na którym ćwiczyłam całe życie po 8-10 godzin dziennie. Teraz jestem piosenkarką ale to są moje korzenie.

THE DOSE: Na jakich instrumentach grasz oprócz skrzypiec i czy chciałabyś grac na jeszcze innych?
EMILIE: Gram na skrzypcach (barokowych, nowoczesnych i elektrycznych), altówce, viola de gamba, klawesynie i pianinie ale w tajemnicy marzę, by nauczyć się grac na flażolecie*.

THE DOSE: Wygląda na to, że jesteś zafascynowana japońską moda Gothic Lolita. Jak po raz pierwszy zetknęłaś się z tym stylem i co dokładnie  ci się w nim podoba?

EMILIE: Kocham styl lolity za to, że w zasadzie jest to coś, co sama robiłam na swój sposób i zafascynowało mnie, jak dwa zupełnie różne pociągi mogą się spotkać w tym samym miejscu. Co chcę przez to powiedzieć? Po raz pierwszy w życiu usłyszałam o modzie lolita, gdy kilka lat temu bawiłam się w klubie w jednym z moich barokowo-punkowych strojów, z gorsetem, krótką falbaniasta spódniczką i kwiatami wszędzie, gdzie się dało, i podeszła do mnie jakąś dziewczyna, pytając się czy jestem gothic lolitą. Gdy poszukałam informacji o tym stylu, uznałam, ze jest uroczy i niesamowicie fascynujący, głównie dlatego, że japońskie lolity na swój sposób gloryfikują, adaptują i przerabiają historyczne, zachodnie stroje, tak samo jak ja to robię w zasadzie każdego dnia. Tak wiec, ciekawie było zobaczyć, jak ta bardzo interesująca kultura z drugiego końca świata jest inna, a jednak są w niej takie same barokowe i wiktoriańskie stroje, jakie ja noszę od lat. Wszystko to polega na adaptowaniu i przerabianiu, ja zaś jestem fanką wszystkich ulicznych prądów w modzie, które na tym polegają: Loli, punk, goth, wszystko. Jest to piękne i potrzebne.

THE DOSE: Który styl lolity najbardziej ci się podoba? barokowy i falbaniasty? Elegancki i arystokratyczny? Dziki punk?
EMILIE: Ja sama sobie przygotowuję ubrania i najczęściej wychodzą mi takie, które nie podpadają pod żadną z tych trzech kategorii. Ale jako że zdobyłam każdą Gothic Lolita Bible**, mogę powiedzieć, że najbardziej podoba mi się barokowo-falbaniasty, głównie dlatego, że jest najbardziej przekorny i wymaga zarówno odwagi jak i poczucia humoru, by nosić go publicznie. Mam wrażenie, ze wszystkie te stroje wymagają pewnego poczucia humoru, inaczej nie warto nawet ich nosić. Moja szafa jest obecnie wypełniona krynolinami i poszarpanymi, zakrwawionymi spódnicami, tak wiec zdecydowanie potrzeba poczucia humoru zarówno u osoby noszącej takie ubrania, jak i od postronnego widza.

THE DOSE: Jaka jest twoja ulubiona marka gothloli?
EMILIE: Trudne pytanie... Kocham oczywiście Baby, The Stars Shine Bright and Angelic Pretty, ale H. Naoto przypomina bardziej stroje, które ja szyję. oczywiście też Moi-m?me-Moitié rządzi, i to nie tylko dlatego, ze Mana jest moim kolega z wytwórni Trisol.

THE DOSE: Czy moda Gothic Lolita staje się coraz bardziej popularna w Stanach, czy wciąż jest to coś tylko dla wielbicielek anime i j-rocka?
EMILIE: Wciąż jest bardzo ekskluzywna, głównie z powodu trudności związanych ze sprowadzeniem tych strojów z Azji, tak więc dziewczyny (i chłopcy) którzy naprawdę się nią interesują z reguły sami szyją swoje ubrania, czemu przyklaskuje z całego serca. Myślę jednak, że w społeczeństwie, gdzie wszyscy muszą pracować żadna moda, która nie nadaje się do noszenia do pracy, nie ma szans na wybicie się ponad modę subkultury. Właśnie dlatego zdecydowałam się na "pracę" muzyka, w której mogę nosić, co chcę.

THE DOSE: Koncerty: na świeżym powietrzu/festiwale, występy w klubie czy kanał orkiestry w teatrze?
EMILIE: Zdecydowanie występy w klubie. Ideałem byłby prywatny salon, przewyższałby go tylko koncert w przebieralni.

THE DOSE: Nie brakuje ci czysto orkiestrowej pracy?
EMILIE: Ani trochę.

THE DOSE: Co byś robiła, gdybyś nie mogła tworzyć muzyki? Odpowiedź "Na pewno bym szybko umarła" się nie liczy. :)
EMILIE: Cóż, ponieważ pozbawiłeś mnie pierwszej opcji, pisałabym powieści kryminalne i piekła muffiny w kuchni na mojej farmie karmionych z reki pijawek-przewodników dla niewidomych w Devonshire.

_________
*Ang. nazwa: "pennywhistle". Flażolet ? jeden z najprostszych instrumentów dętych, niewielka piszczałka z ustnikiem dzióbkowym i sześcioma wierzchnimi otworami palcowymi. Pierwotnie był drewniany, obecnie najczęściej składa się z plastikowego ustnika i metalowego korpusu, choć można również spotkać instrumenty w całości metalowe (aluminium, brąz, srebro i in.), plastikowe lub drewniane. Źródło: Wikipedia.
**Gothic & Lolita Bible (????&????????, Goshikku ando Ror?ta Baiburu), to kwartalnik wydawany w Japonii od 2001 rok, w USA natomiast od 2008 roku. Skupia się na modzie gotyckiej oraz stylu lolita. Źródło: Wikipedia.


~ciąg dalszy nastąpi~
« Ostatnia zmiana: 16 Cze 2012, 16:45:17 wysłana przez Ankh »
Wrogami nie są mężczyźni ani kobiety, ani starcy, ani nawet umarli. Są nimi potwornie głupi ludzie, którzy trafiają się we wszystkich odmianach. A nikt nie ma prawa być głupim.
Terry Pratchett

Offline Ankh

  • Forumowa Mama
  • Mad Girl
  • The Bloody Crumpet
  • ****
  • Wiadomości: 5207
  • Type B Negative
    • blog
Odp: Kwiecień 2007 dla The Dose Magazine
« Odpowiedź #1 dnia: 09 Sty 2013, 20:34:06 »
Musze się kiedyś zebrać by skończyć to tłumaczenie xD

A tymczasem skany z magazynu ;)









Wrogami nie są mężczyźni ani kobiety, ani starcy, ani nawet umarli. Są nimi potwornie głupi ludzie, którzy trafiają się we wszystkich odmianach. A nikt nie ma prawa być głupim.
Terry Pratchett

Offline Patyczek

  • Queen Leech
  • The Bloody Crumpet
  • *****
  • Wiadomości: 3049
Odp: Kwiecień 2007 dla The Dose Magazine
« Odpowiedź #2 dnia: 09 Sty 2013, 22:11:39 »
Oo, fajny wywiad, nie przeczytałam go wcześniej ^^