•  

Autor Wątek: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.  (Przeczytany 1832 razy)

Offline Gen.Erator

  • The Bloody Crumpet
  • *****
  • Wiadomości: 3440
  • Wayward Victorian Girl
14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« dnia: 03 Lut 2011, 20:12:48 »
Bardzo proszę, oto jeden z nowszych wywiadów udzielonych przez Emilie Autumn. Udzieliła go przed koncertem w Sao Paulo.

Część 1:
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=BaTrZyr6Jk4" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=BaTrZyr6Jk4</a>
Część 2:
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=Cee0Kb62BTU" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=Cee0Kb62BTU</a>
Część 3:
<a href="http://www.youtube.com/watch?v=tM1r1JSoWJk" target="_blank">http://www.youtube.com/watch?v=tM1r1JSoWJk</a>

Mam prośbę do naszych specjalistek od tłumaczenia. Mianowice - czy dałybyście radę przetłumaczyć cały wywiad?
« Ostatnia zmiana: 11 Sie 2011, 15:11:55 wysłana przez Ankh »

Offline Chocoleech

  • ChocoLeech
  • Queen Leech
  • The New Alive
  • *****
  • Wiadomości: 1829
  • CHOCOLEECH
Odp: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« Odpowiedź #1 dnia: 06 Lut 2011, 23:14:08 »
po 11 lutego przetlumacze ;)
Being insane is part of my charm :)

Offline Gen.Erator

  • The Bloody Crumpet
  • *****
  • Wiadomości: 3440
  • Wayward Victorian Girl
Odp: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« Odpowiedź #2 dnia: 06 Lut 2011, 23:26:14 »
Oka. :)

Offline Ankh

  • Forumowa Mama
  • Mad Girl
  • The Bloody Crumpet
  • ****
  • Wiadomości: 5207
  • Type B Negative
    • blog
Odp: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« Odpowiedź #3 dnia: 02 Lip 2011, 23:57:41 »
Tłumaczenie wywiadu :)
Niestety, w kilku przypadkach nie jestem w stanie stwierdzić co Emilie dokładnie mówi (mimo że rozumiem o co jej chodzi), więc nie jest zbyt ścisłe. Oddaje jednak wiernie sens wypowiedzi :)

Marimoon: Pierwszy raz w Brazylii i Ameryce Południowej, jak Ci się tu podoba?
EA: Jesteśmy tu, jak na razie jeden dzień, zagrałyśmy jeden koncert i nie spałyśmy ani trochę, naprawdę... dlatego mamy ten cały makijaż na sobie, żeby ukryć zmęczenie oczu... Oczywiście to wszystko bzdura, wcale nie nosze makijażu. Nie wierze w makijaż. I włosy tez są całkiem naturalne. W każdym razie tak, od poprzedniego koncertu nie zmrużyłyśmy oka...

Marimoon: To musi być strasznie meczące!
EA:  W tej chwili mamy po prostu włączony tryb "survival", więc... To w zasadzie pierwszy koncert, przed którym nie miałam okazji, spać, więc mam nadzieję, że mój głos to przeżyje, a jak nie, to zrobię coś na tyle szalonego, żeby to zamaskować.

Marimoon: A czy przygotowałaś coś specjalnego na trasę po Ameryce Południowej?
EA: [Szalony śmiech] Nie mogę ci powiedzieć.

Marimoon: Ale...
EA: No dobrze, przepraszam! Powiem ci, bo bardzo cię kocham... Mogę ci powiedzieć, że będę robić coś, czego nigdy wcześniej nie robiłam... Ok, konkretniej: będę po raz pierwszy sama robić sztuczki z ogniem. Mój "pierwszy raz" był wczoraj, w nocy, i wyszło całkiem dobrze... Tak, tylko trochę się poparzyłam. Tak naprawdę mam na rękach blizny, po tym jak  poparzyła mnie Contessa, ale... prawdopodobnie nie powinnam tego mówić, żeby jej nie zachęcać, ale gdy będę mieć 95 lat, będę mieć na rękach pamiątki z przebywania na scenie z tymi wspaniałymi dziewczynami i... to wynagradza cierpienia.

Marimoon: Zwykle, twoje koncerty są bardzo rozbudowane, mają całą scenografię? czy przywiozłyście tutaj wszystko ze sobą?
EA: Nie! O to właśnie chodzi... Z powodu problemów z przewozem tych wszystkich rzeczy, nie przywiozłyśmy ze sobą prawie nic na scenę. To jest wyzwanie: sprawdzić, czy można odrzucić te wszystkie rzeczy, z których składa się show. Myślisz, ze w tym chodzi o zastawę, laleczki, pluszowe misie i cała resztę więc na początku myśl czy damy bez tego radę, była przerażająca ale pamiętam, że pomyślałam "what the f?" ? czy mogę tu przeklinać? - "What the FUCK? Jestem muzykiem, gram, odkąd skończyłam 4 lata, jak to może nie wystarczyć?" Więc podjęłyśmy do wyzwanie: sprawdzimy, czy my same możemy stanowić prawdziwy sens koncertu, tylko my bez niczego innego.  Choć te rzeczy wszystkie są piękne, można je wziąć i się nimi pobawić, tak naprawdę przypominają piórko Dumbo: trzymasz się tego tego, bo wierzysz, ze tego potrzebujesz a tak naprawdę możesz to olać i stanąć na cholernej pustej scenie i nikt nie będzie za nimi tęsknił. Na pierwszym miejscu bowiem jest muzyka i te wspaniałe dziewczyny i to wystarczy, żeby zapoczątkować koncert. W sumie jest to pewnego rodzaju wyzwolenie. Oczywiście gdy wrócimy, zabierzemy się do pracy i stworzymy nowy zestaw na następną trasę ale będziemy już miały nowe doświadczenie. Teraz będziemy miały o wiele więcej wolnej przestrzeni na scenie by się swobodnie ruszać. Dzięki temu też każda z nas przynajmniej raz będzie mogła robić sztuczki z ogniem, bo nic nam się nie będzie plątało pod nogami. Tak więc to doświadczenia wychodzenia na scenę "z niczym" jest dla nas orzeźwiające.

Marimoon: Czy możesz nam powiedzieć coś o następnej płycie, który komponujesz?
EA:  Dokładnie tak. Podoba mi się, że użyłaś tego słowa, nikt nigdy tego nie robi, ale właśnie to robię - komponuję. Wszyscy się pytają "czy pracujesz w studio?", "Czy nagrywasz?", "Czy piszesz piosenki?" i tak dalej. W tym wypadku natomiast, bo wiesz, w muzyce dzieje się wiele naraz jak w symfonii, tak to właśnie wygląda: siadam i zapisuję rytm, harmonię i wokal [?]. To zajmuje więcej czasu, niż niektórzy by chcieli, wiesz, ludzie z wytwórni chcieliby mieć wszystko ustalone, a ja się tym nie przejmuję... Ale tak, jestem w trakcie prac nad nowym albumem, znasz jego tytuł? [Marimoon chyba kręci głową na nie] O mój Boże... prawie nikt jeszcze tego nie wie.  A więc, dowiedzą się z telewizji [?]. Nowy album będzie się nazywał "Fight Like A Girl"...

Marimoon: Wow, świetnie!

EA: Tak, najwyższy czas ujawnić. Ten album będzie... w pewien sposób będzie bardziej brutalny, trochę bardziej szorstki, ale także smutniejszy; także bardziej krwawy, metalowy i będzie naprawdę epicki. Przypuszczam, że niewiele osób wie o mojej książce i opisanej tam historii...

Marimoon: Napisałam o niej na swoim blogu.
EA: No to teraz wiedzą! Jesteś w końcu całkiem popularna... W takim razie, mogą wiedzieć, co dzieje się w drugiej połowie "The Asylum for Wayward Victioan Girls"1 (co za bezwstydna autopromocja!), myślę tutaj o wątku Tea Party Massacre2... wiesz o co mi chodzi?

Marimoon: Mam książkę ze sobą, żebyś mi ją podpisała.
EA: O mój Boże, masz ją! Przepraszam, nie wiedziałam, że ją masz... Ta książka znaczy dla mnie więcej niż jakakolwiek płyta, niż wszystko co kiedykolwiek napiszę lub nagram, jestem tego pewna. W niej jest wszystko, wszystko co robimy i co się dzieje w stworzonym przez nas świecie. Wiem, że mówię nie na temat, ale w tej książce nie chodzi o mnie, tylko o cały świat, wykreowany przez nas, którego jestem tylko małą częścią. Ale teraz wracamy do tematu, nowy album "Fight Like A Girl"3... Jeśli dobrze pójdzie, na wiosnę tego roku... "Tea Party Massacre" mówi o tym, jak setki zgnębionych dziewczyn, zamkniętych w tytułowym zakładzie, które od lat żyły za kratami, były znieważane, poddawane eksperymentom i tak dalej - i to wszystko działo się naprawdę ? w końcu znajdują drogę ucieczki. A kiedy otwierają drzwi, zaczyna się jatka. Przez te wszystkie lata bowiem wyrosły na prawdziwych zabójców, nie widziały niczego oprócz nieludzkiego traktowania pacjentów, wiedzą jak zatruwać ludzi, jak kroić ludzi... To się robi naprawdę dziwne, przepraszam... Obraz, który pojawia mi się w głowie, gdy o tym myślę, to ciągle bity pies, który kiedyś, nawet po wielu latach - bo wszyscy mamy w sobie ten piękny instynkt przetrwania, on może być ukryty gdzieś przez wiele lat, ale jest - pewnego dnia ten pies nie wytrzyma. A kiedy pęknie, odgryzie ci cholerną twarz. I o tym właśnie jest moja płyta. O tym, co się dzieje, kiedy pies pęka.

Marimoon: Co powiesz o książce? Podobno chcesz, by została zekranizowana?
EA: Oczywiście. Nie będę kłamać, ta książka, to gotowy scenariusz.

Marimoon: Pracujesz nad filmem?
EA: Nie, Nie pracuję, ponieważ to musi być coś absolutnie idealnego. Uwielbiam niezależne produkcje, ale to musi być zrobione na dużą skalę, ponieważ nie chcę, by wszystko było zrobione komputerowo. To miejsce, o którym pisze, jest prawdziwe i tak musi wyglądać. Musi być widziane w pełnym zakresie. Zakład jest przerażająco wielki i to musi być widoczne. Dlatego myślę o filmie. Chciałabym, żeby przed moją śmiercią ludzie mogli zobaczyć, co mam w głowie, chciałabym się przekonać, na ile mogę się podzielić z innymi rzeczywistością, w której żyję i jak mogę ją pokazać w prawdziwym świecie. Może też to miejsce stanie się pewnego rodzaju sanktuarium dla innych ludzi, którzy go szukają. To właśnie sprawia, że dzieciaki teraz czekają tam na ulicy... mam nadzieję, że to się sprzeda. Inaczej nie będzie powodu, dla którego robię to co robię i to mnie przeraża.

Marimoon: Mam kilka pytań od brazylijskich fanów. Pierwsze: czemu wybrałaś akurat epokę wiktoriańską jako scenerie swojej twórczości?
EA: Ponieważ ona jest niezwykle zgodna z moimi doświadczeniami : byciem dziewczyną ze wszystkimi tego wadami i zaletami, moim spotkaniem z systemem opieki psychiatrycznej, który od 150 lat prawie się nie zmienił... ale też dlatego, że był to początek medycyny, psychologii i psychiatrii w obecnej postaci. Wszystko to wiąże się z moimi przeżyciami i zaczęłam się zastanawiać, gdzie leży źródło tego wszystkiego. Lubię się zastanawiać dlaczego różne rzeczy są takie, jakie są, to interesujące. Raz sprawdziłam skąd biorą się moje myśli, które można a w zasadzie powinno się uważać za "dolegliwości psychiczne" (z czym sobie całkiem nieźle radzę, robię chyba z tego dobry użytek) a kiedy sprawdza się takie rzeczy i uświadamia ich związek z twoimi przeżyciami, właściwie z moimi przeżyciami, wtedy znajdujesz olbrzymie podobieństwa między tym, co dzieje się teraz i wtedy, np. zmiany społeczne - przecież wtedy zaczęła się rewolucja przemysłowa! Wtedy wynaleziono elektryczność, pociągi, mnóstwo ludzi straciło prace właśnie przez nowe technologie - aż dostaję ciarek, kiedy zastanawiam się nad takimi rzeczami, to mnie kręci... Wracając do tematu, widać olbrzymie podobieństwa między tymi epokami, również jeśli chodzi o różne odkrycia: choroby, których teraz nie umiemy za cholerę wyleczyć i ch... - przepraszam, mogę znowu zakląć? - cholerna zaraza! Właśnie dlatego część naszego świata wygląda jak z tamtych czasów, ponieważ była choroba, na którą nie było lekarstwa, która wybiła pół Europy 500-600 lat temu. W epoce wiktoriańskiej z powodu pewnych wypadków myślano, że dżuma wróci, przez co wybuchło przerażenie, paranoja. Wszyscy naukowcy walczyli o to, kto pierwszy znajdzie lekarstwo, ponieważ, jak to opisałam w książce, osoba, której by się to udało, zyskałaby władzę ostateczną. Co samo w sobie jest przerażające. A potem mamy ludzi, którzy to biorą, tak jak teraz. Zobacz, ile pigułek, ile narkotyków daje się ludziom, którzy tego potrzebują... chociaż tak naprawdę ich nie potrzebują. Albo coś czego doświadczyłam na sobie: mój mózg nie działa już tak samo, jak kilka lat temu, z powodu leków, którymi mnie szprycowano, leków na zamówienie, bo kiedy jesteś w psychiatryku i masz naprawdę zły okres, dostajesz leki, które dosłownie czyszczą twój mózg. To jest współczesność. W Stanach naprawdę istnieją takie szpitale psychiatryczne, w których obecnie się dzieją takie rzeczy (a nawet gorsze). To była bardzo długa odpowiedź na Twoje krótkie pytanie, w skrócie chodzi o podobieństwa. Dlatego to musiała być ta epoka. Pokazuję ją i współczesność i widać, że dokładnie się pokrywają a to czegoś uczy. Wierzę, że patrząc na to, co stało się wczoraj, możesz przygotować się na jutro, ponieważ historia kołem się toczy. Nic się nie zmienia. Możemy jedynie liczyć na to, że następnym razem podejmiemy lepszą decyzję, co wymaga wiele pracy... Nadszedł czas, zarówno dla chłopców jak i dziewcząt, by "walczyć jak dziewczyna",czyli bez litości i aż do śmierci, tak jak matka podnosząca samochód, który przygniótł jej dziecko. To nadludzka siła. Ma to też coś wspólnego ze sztukami walki. Kilku moich przyjaciół, którzy są instruktorami takich szkół powiedziało mi, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, że czasem ich mistrzowie każą im walczyć bez żadnych zasad, zapomnieć o honorze, wszystkich formalnościach, które powinno się stosować. Wtedy właśnie, kiedy mistrz każe walczyć "aż do śmierci", mówi "Po prostu walczcie jak dziewczyny". Wtedy nie ma żadnych zasad. No bo kiedy ktoś cię atakuje, cz myślisz wtedy, że kopnięcie wroga w krocze to dyshonor? Nie, nie myślisz o tym, tylko wydrapujesz oczy i walczysz, by przetrwać i wygrać, walczysz jak dziewczyna. Teraz jest czas na zapłatę za wszystkie określenia typu "panienka spod okienka(bądź latarni)", którymi nas obrzucano. Możemy odpłacić, ponieważ w końcu bardziej o to walczymy. Możemy walczyć nawet do śmierci.

Marimoon: A teraz ciekawostka: ona [wskazanie na EA] jest spokrewniona z Alice Lidell, tą od Krainy Czarów. Prawda?
EA: Wiesz to z mojej książki! Tak, to prawda.

Marimoon: Wysłałam ci to pytanie na e-mail, ale chyba zapomniałaś...
EA: Oj, o tym? No tak... Tak, to prawda, po prostu zawsze mnie zaskakuje, że ludzie znają fakty z mojego prywatnego życia. Nawet jeśli je opublikowałam, po prostu o tym zapominam. A teraz to po prostu jest coś, co ludzie wiedzą... To taki uboczny efekt opublikowania tej książki (w końcu)... ale dla mnie wciąż jest to nowość, że ludzie tak wszystko o mnie wiedzą. Wiedziałam, że tak będzie, no bo w końcu to ja to wszystko napisałam ale wiedziałam też, że będzie to dziwne uczucie. Nie myślałam o tym aż tyle, bo to jest wciąż nowość dla mnie.  Wiem jednak, że to tak będzie. Czekam tez na negatywne reakcje na niektóre rzeczy, reakcje ludzi na to i... wiesz o czym mówię...

Marimoon: Oczywiście, że wiem. Kolejna ciekawostka: podobno robisz sama wszystkie kostiumy dla siebie i dziewczyn oraz akcesoria...
EA: Tak, to prawda. Chociaż muszę przyznać, że przed ta trasą miałyśmy zaledwie kilka dni, żeby naprawdę popracować nad kostiumami... o rany, opowiedzieć ci o tym, jak czyści się te kostiumy? To jest akcja na wielką skalę, ponieważ nie można tych rzeczy po prostu wrzucić do pralki lani wyczyścić na sucho, bierzesz je do ręki i pierzesz, jak za dawnych czasów. To dopiero wiktoriańskie! Wszystkie dziewczyny pomagają mi w naprawianiu kostiumów i są w tym świetne... np. w przyklejaniu tych świecidełek są mistrzyniami. Prawdopodobnie właśnie to robią teraz na backstage'u, bo zawsze trochę ich się gubi w czasie koncertu, no wiesz my szalejemy, wpadamy na siebie i wszystko fruwa. Tak wiec na backstage'u zawsze robimy poprawki, bierzemy klej, kryształki, przyklejamy, itd... Robimy wszystko tak błyszczące jak to tylko możliwe: i to wszystko dla was, droga publiczności! Żeby pokazać, że nam na was zależy! Chcę, żebyście doświadczyli najwięcej blasku, jak to możliwe.

[Drobna przerwa na wyglądanie nie wiadomo czego]

Mariimoon:  Pomówmy o kolejnej rzeczy, o której ja wiem, ale inni już niekoniecznie: czy możesz opowiedzieć o sercu na Twoim policzku?
EA: Taak... postaram się mówić tak zwięźle, jak to jest możliwe a nie jestem w tym zbyt dobra... To nie jest tatuaż, od lat maluję je każdego dnia na twarzy. Może się to wydawać głupie i dziecinne i trochę tak jest... To pewien rytuał (dlatego to serce nigdy nie będzie wytatuowane), w którym najważniejszy jest czas jaki spędzam przed lustrem na patrzeniu w lustro, patrzeniu na siebie i namalowaniu go - nie żeby trwało to strasznie długo, wystarczy około 30 sekund i czasami to jedyny czas jaki mam dla siebie. To przypomnienie swojej ludzkiej siły oraz delikatności... nigdy nie sądziłam, że mam serce, dopóki mi go nie złamano. Myślę, że wszyscy mogą poczuć to samo. To serce zawsze mi przypomina, że nie jestem żadnym magicznym jednorożcem, nawet gdybym uwierzyła, że tak jest. Jestem ludzką istotą, tak jak wszyscy inni, i tak samo można mnie zniszczyć. Malowanie serca na twarzy i noszenie go na rękawie pomaga mi być silniejszą i lepiej dbać o siebie, przypomina, że nie jestem niezwyciężona. Jest to znak zarówno siły jak i słabości.

Marimoon: Przeżyłaś wiele okropnych rzeczy... Ludzie, którzy przeczytali Twoją książkę, wiedzą o czym mówię...
EA: Tak, chociaż wcale nie chcę, żeby ludzie uważali tą książkę za smutną. Jest w niej przygoda i siostrzane uczucia...

Marimoon: Tak, ale dzięki niej czytelnicy mogą poznać bolesne fragmenty Twojej historii. Wielu ludzi, którzy przeszli to samo, identyfikują się z tą historią. Chciałabym wiedzieć, czy masz coś do przekazania ludziom znajdującym się w ciężkich sytuacjach, tak jak ty kiedyś?
EA: Szczerze mówiąc, chciałabym żeby tak było, bo wtedy nie musiałabym pisać książki, po prostu przekazałabym, co należy robić. Kiedy musisz się zmierzyć z własną chorobą i innymi rzeczami, nie ma jednego prawidłowego rozwiązania i to jest właśnie problem. Czasem poprzez pisanie książki, zwykłą rozmowę lub żarty, co szczerze mówiąc jest... muzykę też, oczywiście, ale nawet ta muzyka jest sarkastyczna. Koncerty są w stylu farsy, wodewilu, burleski, co oznacza komentarz społeczny w sarkastycznym stylu, który pokazuje ważne problemy ale w taki przyjemny sposób, żeby ludzi to zaabsorbowało. Nikt nie chce wygłaszać ani słuchać kazań, na pewno nie ja. To wkurzające. Gdybym po prostu wyszła mówiąc "To właśnie tak powinno być", nikt by mnie nie słuchał. Ale jeśli robię sobie z tego żarty, przedstawiam to w zabawny, sarkastyczny lub nawet trochę seksowny sposób, ludzie zwrócą na to uwagę. Czuję, że w ten sposób mogę zrobić więcej dobrego. Czasem nie chodzi o posiadanie idealnego, ostatecznego rozwiązania na poważne problemy, tylko o zadawanie pytań i pokazanie, ze te problemy istnieją. Potrzeba czegoś więcej niż np. mój mózg, by rozwiązać problemy istniejące od setek lat, traktowania ludzi w sposób, na który nie zasługują.

Marimoon: Poza koncertami, gdzie zakładasz specjalne stroje, wyglądasz też nieco "odmiennie" nawet gdy po prostu idziesz ulica, nieprawdaż?
EA: [śmiech] Muszę przyznać, że czasem wychodzę na dwór w dokładnie takim stroju jak ten, żeby zobaczyć, co się stanie...

Marimoon: I co się dzieje?
EA: Okej, powiem co stało się ostatnim razem, czyli nie tak dawno... Zaczęło się od tego, że nie koncertowałam przez jakiś czas i zaczęłam tęsknić za tymi kostiumami, bo czuje się w nich naprawdę dobrze. Włożyłam więc jeden taki i wyszłam tak po prostu pochodzić i zobaczyć, co się stanie, jak ludzie zareagują, jak myślą. Najfajniejsze są reakcje dzieci oraz rodziców z dziećmi, które krzyczą "Patrz, mamo, osoba z cyrku!" gdy przechodzę. To w zasadzie duży komplement, bo właśnie czymś w tym stylu się zajmuję. Najdziwniejsi dla mnie są ludzie, którzy najwyraźniej mnie nie znają, lecz przypuszczają, że jestem kimś... ważnym, kto coś robi i zachowują się, jakby powinni wiedzieć kim jestem i potem to sobie wygooglują czy jakoś inaczej sprawdzą ale teraz powinni koniecznie wziąć autograf. Często kończę w jakimś parku podpisując tuziny autografów dla ludzi, którzy nie maja o mnie pojęcia ale Myślą, że powinni. Najlepsze zaś, niezbyt komfortowe dla mnie zresztą, jest to, gdy rodzice podają mi swoje dzieci, bym je potrzymała do fotografii. Czy to Ci się zdarza? O co w tym chodzi?? Zachowują się, jakbym była godna zaufania, w stylu "nie upuszczę twojego dziecka". Dlaczego mi ufacie, do cholery? Jestem szaloną osobą w cholernym różowym, błyszczącym się stroju! Dlaczego macie mi ufać, to niedorzeczne! To jest szalone! A oni wciąż "potrzymaj moje maleńkie dzieciątko, żebym mogła wam zrobić zdjęcie". I mówią "jak będzie starszy, to będzie je uwielbiał". Serio? No dobra... Albo: "jak będzie starszy, tez będzie chciał się tak ubierać", przeciw czemu w sumie nic nie mam. I tak właśnie się ludzie zachowują.

Marimoon: Okej, ale... czy zachowywałaś się w podobny sposób, gdy byłaś młodą nastolatką, uczącą się dopiero jak radzić sobie z życiem?
EA: Myślę, że wtedy też byłam inna ale w dużo mniej widoczny sposób. Jak pamiętasz, nie chodziłam do normalnej szkoły, odkąd skończyłam 9-10 lat, gdyż potrzebowałam więcej czasu na ćwiczenie gry na skrzypcach, co wtedy całkowicie mnie pochłaniało. Wychowywałam się wiec w kompletnie odizolowanym świecie muzyki klasycznej, pracowałam z ludźmi dużo starszymi ode mnie przez wiele lat. Tak więc... myślę, że byłam dziwna, ponieważ przez wiele lat nie miałam ani jednego przyjaciela, który byłby chociaż w zbliżonym wieku do mojego. Nie przeszkadzało mi to, bo nie wiedziałam [że powinno?]. Tworzenie muzyki mnie uszczęśliwiało, zawsze chciałam to robić i nikt mnie do tego nie zmuszał. Ale przez to nie miałam absolutnie żadnego pojęcia, jaka "powinnam" być i co powinnam wiedzieć. Dopiero teraz się tego dowiaduję, np. jaka muzyka była wówczas popularna. To jest fajne, tylko szkoda, ze wszystkie zespoły, w których jestem zakochana już się rozpadły albo ich członkowie umarli. Oni wtedy grali swoją muzykę, a ja byłam nieświadoma ich istnienia. Wiedziałam o innych wspaniałych rzeczach ale jeśli chodzi o kontakty towarzyskie, nikt nie był zainteresowany chórami gregoriańskimi lub średniowieczem. Teraz o tym wiem. Wszyscy jednak zachowują się tak: "CO? To ty nie widziałaś tego filmu? Nie wiesz, kto to jest?". No cóż, staram się, ale nie zawsze nadążam za tym, co jest popularne. A wtedy to już na pewno nie nadążałam. A potem zaczął się mój bunt, który objawiał się nie tylko poprzez wygląd ale przede wszystkim przez muzykę, jaka chciałam tworzyć i sposób, w jaki ją chciałam tworzyć. Zmiana wyglądu nastąpiła chwilę potem. Robiłam wszystko, by naruszyć bańkę mydlaną, w której żyłam. To był duży problem, bo gdy wyrwiesz w czymś takim dziurę, nie zdołasz jej niczym zakleić. Nawet Kropelka tego nie sklei [w oryginale analogiczny amerykański klej]. Trzeba to wtedy odepchnąć od siebie, przeżyć chaos jaki powstanie i poskładać wszystko na nowo. I jeśli masz talent i jesteś wystarczająco mądra to zdołasz osiągnąć wszystko, czego zapragniesz: grac na skrzypcach klasycznie i nie tylko, tańczyć i robić koncerty. Wydaje się to totalnym miszmaszem  ale tak ma być, bo robię wszystko, co chcę na raz. A wszyscy wokół mówili mi, że tego się nie da zrobić. Niech się przekonają. To wszystko.

[Potem następują podziękowania i podpisywanie książki "The Asylum" dla Marimoon]

_____________
1 Tytuł można przetłumaczyć jako "Zakład Psychiatryczny dla Krnąbrnych Wiktoriańskich Dziewcząt" [przyp.tłum.]
2 "Tea Party Massacre" - dosłownie: "Jatka na przyjęciu Herbacianym" [przyp.tłum.]
3 "Fight Like A Girl" - "Walcz jak dziewczyna" [przyp.tłum.]
« Ostatnia zmiana: 29 Gru 2011, 12:15:18 wysłana przez Ankh »
Wrogami nie są mężczyźni ani kobiety, ani starcy, ani nawet umarli. Są nimi potwornie głupi ludzie, którzy trafiają się we wszystkich odmianach. A nikt nie ma prawa być głupim.
Terry Pratchett

Orihime

  • Gość
Odp: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« Odpowiedź #4 dnia: 03 Sie 2011, 08:54:26 »
Dobra robota z tym tłumaczeniem :)
Sam wywiad... jeszcze bardziej mnie zachęcił do zamówienia książki. I nie sądziłam, że jej serduszko na twarzy jest jakimś symbolem.

Offline curt

  • Anti-American Dream
  • *****
  • Wiadomości: 1683
  • .
Odp: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« Odpowiedź #5 dnia: 03 Sie 2011, 13:09:55 »
Łaaał, świetnie! Ja też chcę książkę :<!

Offline Adiee

  • The Bloody Crumpet
  • *****
  • Wiadomości: 4336
    • Tumblr
Odp: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« Odpowiedź #6 dnia: 29 Gru 2011, 14:37:01 »
Świetny wywiad i świetne tłumaczenie. Zrobiła mi smaka na książkę :c
Ankh, mogłabyś zrobić jakieś streszczenie "The Asylum..." czy coś? Jeśli to nie problem oczywiście :D

Offline Ankh

  • Forumowa Mama
  • Mad Girl
  • The Bloody Crumpet
  • ****
  • Wiadomości: 5207
  • Type B Negative
    • blog
Odp: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« Odpowiedź #7 dnia: 02 Sty 2012, 19:10:52 »
Nie mam zbytnio czasu ostatnio ^^ ale wiesz co, zaczep o to Fiolnira. Zamieścił kiedyś streszczenie i analizę pierwszych 50 stron w temacie Emilie FAQ , przypuszczam, ze resztę tez ma opracowaną...
« Ostatnia zmiana: 02 Sty 2012, 19:15:13 wysłana przez Ankh »
Wrogami nie są mężczyźni ani kobiety, ani starcy, ani nawet umarli. Są nimi potwornie głupi ludzie, którzy trafiają się we wszystkich odmianach. A nikt nie ma prawa być głupim.
Terry Pratchett

Offline Fiolnir

  • BlackBerry Muffin
  • **
  • Wiadomości: 144
Odp: 14.11.2010. Przed koncertem w Sao Paulo.
« Odpowiedź #8 dnia: 03 Sty 2012, 17:04:21 »
Nie mam ;) Potem zmieniłem temat pracy magisterskiej więc dalej nic nie ruszyłem.